Świadectwo Michała
18-03-2008 | Autor: Admin | Odsłon 229
Cześć!
Mam na imię Michał, mam 23 lata i jestem ze wspólnoty „Genezaret”. Pochodzę z katolickiej rodziny, chociaż wiara w moim domu nigdy nie była najważniejsza. W wieku kilkunastu lat zbuntowałem się i oznajmiłem rodzicom, że nie będę chodził do kościoła.
Mam na imię Michał, mam 23 lata i jestem ze wspólnoty „Genezaret”. Pochodzę z katolickiej rodziny, chociaż wiara w moim domu nigdy nie była najważniejsza. W wieku kilkunastu lat zbuntowałem się i oznajmiłem rodzicom, że nie będę chodził do kościoła.
Moje poważne problemy zaczęły się w liceum, dla zabawy paliłem trawę i inne rzeczy. Kiedy zdałem maturę poszedłem na studia historii do Zielonej Góry. Wtedy zacząłem brać wszelkie dostępne mi narkotyki, głównie amfetaminę. Zacząłem się coraz bardziej staczać na dno, kradłem i wynosiłem różne rzeczy z domu, żeby zapłacić za narkotyki, i żeby spłacić długi. Po to by ukryć moje problemy nieustannie oszukiwałem moich najbliższych mi ludzi. Doszło do tego, że nie miałem nikogo, kto by mógł mi w czymkolwiek zaufać.
Kompletnie zatraciłem relacje z moją siostrą i rodzicami. Właściwie przez 5 lat w ogóle z nimi nie rozmawiałem. Sam skazałem się na samotność w moich problemach, żyłem w nieustannym stresie, zawsze myśląc czy coś złego, co zrobiłem, zaraz się nie wyda. Później zostałem skreślony z listy studentów i moja beznadzieja powiększyła się jeszcze bardziej. Krytyczny moment mojego życia nastąpił podczas podróży do Zielonej Góry. Wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że naprawdę jestem uzależniony. Tyle razy próbowałem to wszystko rzucić i nigdy się nie udawało.
Miałem już wszystkiego dość, zobaczyłem, że jestem sam, że moje życie jest beznadziejne, bez żadnych perspektyw na przyszłość. W moim sercu czułem piekielną pustkę. I nagle w przypływie rozpaczy, przez łzy, powiedziałem: Boże, jeżeli ty w ogóle istniejesz, to pomóż mi. Bóg rzeczywiście zaczął działać w moim życiu. Dowiedziałem się, że w mojej parafii wspólnota „Genezaret” organizuje kurs ewangelizacyjny „Filip”. Wiedziałem, że to jest odpowiedź Boga.
Na kursie doświadczyłem prawie namacalnie, że Jezus żyje. On przyszedł napełnić mnie nieznaną mi wcześniej radością i pokojem. Później przez brak wspólnoty znowu oddaliłem się od Niego i moje nałogi wróciły. Któregoś dnia całkiem poważnie oddałem Jezusowi swój grzech i całe swoje życie. To był dzień w którym stał się cud. Po 5 latach walki z nałogiem On tak po prostu zabrał mi go. Czułem się wolny, czułem się tak, jakbym nigdy w życiu nie sięgał po narkotyki. Od tamtego czasu jestem szczęśliwym człowiekiem, Bóg mnie kocha i każdego dnia daje mi tego dowody. Nigdy nie przypuszczałbym, że życie może być takie niesamowite. Jezus jest wielki i nie wyobrażam sobie życia bez Niego. Chwała Panu!
Michał przebywa obecnie w nowicjacie o.o. Kapucynów. Wspierajmy go swoją modlitwą!
Kompletnie zatraciłem relacje z moją siostrą i rodzicami. Właściwie przez 5 lat w ogóle z nimi nie rozmawiałem. Sam skazałem się na samotność w moich problemach, żyłem w nieustannym stresie, zawsze myśląc czy coś złego, co zrobiłem, zaraz się nie wyda. Później zostałem skreślony z listy studentów i moja beznadzieja powiększyła się jeszcze bardziej. Krytyczny moment mojego życia nastąpił podczas podróży do Zielonej Góry. Wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że naprawdę jestem uzależniony. Tyle razy próbowałem to wszystko rzucić i nigdy się nie udawało.
Miałem już wszystkiego dość, zobaczyłem, że jestem sam, że moje życie jest beznadziejne, bez żadnych perspektyw na przyszłość. W moim sercu czułem piekielną pustkę. I nagle w przypływie rozpaczy, przez łzy, powiedziałem: Boże, jeżeli ty w ogóle istniejesz, to pomóż mi. Bóg rzeczywiście zaczął działać w moim życiu. Dowiedziałem się, że w mojej parafii wspólnota „Genezaret” organizuje kurs ewangelizacyjny „Filip”. Wiedziałem, że to jest odpowiedź Boga.
Na kursie doświadczyłem prawie namacalnie, że Jezus żyje. On przyszedł napełnić mnie nieznaną mi wcześniej radością i pokojem. Później przez brak wspólnoty znowu oddaliłem się od Niego i moje nałogi wróciły. Któregoś dnia całkiem poważnie oddałem Jezusowi swój grzech i całe swoje życie. To był dzień w którym stał się cud. Po 5 latach walki z nałogiem On tak po prostu zabrał mi go. Czułem się wolny, czułem się tak, jakbym nigdy w życiu nie sięgał po narkotyki. Od tamtego czasu jestem szczęśliwym człowiekiem, Bóg mnie kocha i każdego dnia daje mi tego dowody. Nigdy nie przypuszczałbym, że życie może być takie niesamowite. Jezus jest wielki i nie wyobrażam sobie życia bez Niego. Chwała Panu!
Michał przebywa obecnie w nowicjacie o.o. Kapucynów. Wspierajmy go swoją modlitwą!



