Posłużę się biblią : ,, spodobało się Panu Bogu " mnie uzdrowić . Byłam ,, jakoby umarła" , a powróciłam do świata żywych . I nie ma w tym cienia przesady.
Trzy lata temu diagnoza , którą postawił mi najpierw lekarz pierwszego kontaktu , a zaraz potem potwierdził specjalista , spowodowała , że moje życie , które przypominało dotąd rozpędzony do bardzo dużej prędkości pociąg , musiało nagle wyhamować .
Usłyszałam , że mam RZS - reumatoidalne zapalenie stawów , chorobę , która jest nieuleczalna , prowadzi do zniekształceń kości, a po czasie do zupełnego unieruchomienia stawów i w konsekwencji do nieuchronnego kalectwa. Dowiedziałam się też , że medycyna nie zna ani przyczyny schorzenia, ani lekarstwa umożliwiającego wyleczenie , ale wiadomo , że istotną rolę w zaistnieniu RZS- u odgrywa długotrwałe przemęczenie i przedłużający się stres, jak też istniejące wewnątrz organizmu stany zapalne. Tych ostatnich jednak u mnie nie było .













