| Spis treści |
|---|
| Świadectwo Bożeny |
| Choroba |
| Duch święty w działaniu |
| Wszystkie strony |
ŻYCIE
Mam na imię Bożena i mam 38 lat. Świadectwo jakie chcę złożyć miało miejsce 13 marca 2004 roku, w dniu moich imienin.
Jestem matką czwórki wspaniałych dzieci (dwie córki 16 i 10 lat i dwóch synków – 5 lat i 1,5 roku) oraz żoną wspaniałego i kochanego męża Leszka.
28 stycznia 2004 roku urodziliśmy naszego najmłodszego synka Emila. Pięknego, zdrowego, różowego grubaska. Cała moja rodzina była już zmęczona moją czwartą ciążą. Chociaż ogólnie czułam się dobrze, to miałam ogromne problemy z donoszeniem tej ciąży, a pod koniec nękały mnie ogromne bóle – po prostu wszystko, co mogło boleć – bolało. Ale oto nadszedł upragniony moment i cała rodzina odetchnęła z ulgą.
Wydawać by się mogło, że wszystko zacznie powracać do normy, czyli –mama do zdrowia i siły, a pozostali członkowie rodziny do swoich zajęć – i życie zacznie się toczyć swoim biegiem. Rozpoczęły się wizyty przyjaciół i znajomych, szczególną troską objęła nas nasza komórka małżeńska – za co jesteśmy wszystkim niezmiernie wdzięczni. Z racji tego, że znajdowaliśmy się w bardzo trudnej, wręcz tragicznej sytuacji materialnej wspomagali nas w każdy możliwy sposób. Nie wiem, czy kiedykolwiek zdołamy się wszystkim odwdzięczyć. Wiem tylko jedno: bez tych ludzi, ich pomocy i modlitwy z pewnością nie przetrwalibyśmy tych trudnych chwil. I wiem również, że powiedzenie „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie” jest jak najbardziej prawdziwe. Ja i moja rodzina doświadczyliśmy tego na własnej skórze, a tak naprawdę, to o wielkiej potędze przyjaźni mieliśmy się przekonać dopiero za kilka tygodni.
CHOROBA
Mijał czas, dzień za dniem...Mój maleńki synek jadł i spał. Był spokojnym, grzecznym, wręcz idealnym maluszkiem. Słowem – tak jakby przeczuwał nadchodzące wydarzenia. Ja natomiast, zamiast powracać do sił po połogu słabłam z każdym dniem. Ową słabość przypisywałam naszej trudnej sytuacji i nerwom. Dziecko było spokojne, więc i ja wbrew pozorom powinnam taka być. A mnie tymczasem ogarniała coraz większa niemoc, siła opuszczała moje ciało, pojawiły się też bezsenne noce.
Pani doktor, do której udałam się po poradę stwierdziła, że z racji przebytej ciąży i mojego wieku po prostu trudniej jest mi odzyskać formę. Poleciła przyjmować witaminy i odpoczywać, do czego się zastosowałam. Niestety, nie przyniosło to rezultatu. Sytuację pogorszyła jeszcze grypa. Oczywiście dostałam nowe leki, po kilku dniach wydawało się, że grypę pożegnaliśmy, nikt z domowników się nie zaraził i wszystko zmierza ku lepszemu. Ja jednak dalej źle się czułam, nastąpiły komplikacje po grypie – bóle stawów. Najpierw był to niewielki ból w stawach rąk, lecz kiedy ból pojawił się w nogach i moje poruszanie zaczynało stawać się problemem, po raz kolejny udałam się do lekarza. Pani doktor stwierdziła, że takie objawy mogą wystąpić u kobiet po porodzie i nie są niepokojące, ale zleciła dodatkowe badania i wizytę u specjalisty reumatologa. Wyniki okazały się „w normie” i leczenie reumatologiczne nie było konieczne.











osób
